sobota, 27 czerwca 2009

jednak Luby nie jest aniołem

a miało być miło. Spokojny sobie weekend. Luby miał przyjechać sobie wczoraj wieczorem do mojej moich rodziców i wspólnie czas był tu zaplanowany do niedzieli. I...
Owszem wczoraj do pociągu wsiadł (bo ja byłam już od czwartku u rodziców), napisał smsa, że jedzie. Ja sobie spokojnie wyszłam po niego na stację. Pociąg podjechał, ludzie wysiedli, a jego nie ma. Pojechał sobie stację dalej, nie zauważył właściwej (!).
Nic strasznego by może nie było, ale to już wieczorna pora była no i pociągi już nie jeździły. Zdenerwowałam się, telefon w ruch. "Kto tu może po niego podjechać". Niestety piątkowy wieczór, wszyscy na grillu, po piwku. Skończyło się, że rada nie rada pojechałam po niego taksówką, dobrze, że choć ona była. Wydatek piękny, ale to 12 km. całą noc by szedł, znając go.
Na tym nie koniec. Luby na stacji kolegę spotkał z podstawówki i czekając na mnie sobie piwko wypili. On nigdy nie pije, więc jedno wystarczyło. Przyjechaliśmy, a on, że do mnie nie idzie po by sobie po mieście jeszcze pochodził. Godzina 22.30, ja zmęczona, mama w domu na nas czeka, myślałam, że mnie coś trafi. Cudem jednak poszedł za mną. W pokoju, jednak dalsze marudzenie, bo ja go UBEZWŁADNIAM!!!!!!! Jedyne na co miałam ochoty to dać mu w twarz.
Przeszło mu jednak. Przeprosił. Pierwszy raz to się zdarzyło, ale ja wściekła nadal jestem. Bo przecież do moich rodziców w takim stanie nie życzę sobie by przyjeżdżał. Nie wiem co zrobię jak to się powtórzy. Nerwy mam nadal.

Jeszcze dwa tygodnie nie minęły odkąd wróciłam, atu wszystko inaczej... :/

czwartek, 25 czerwca 2009

zepsuta rozmowa kwalifikacyjna

jak to zrobiłam? Jak udało mi się to tak szybko zawalić? Nie wiem. Nerwy, głód (bo z nerwów nic wcześniej nie jadłam). Fakt faktem zawaliłam rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko, na które byłam odpowiednią osobą. Mam odpowiednie doświadczenie, znam środowisko - to jest to, a raczej było do tej rozmowy.
Bo jak ja mogłam się zaciąć? Znam temat, mam wiedzę - noż głupia też nie jestem.
Zła jestem na siebie, nawet kostki poobcierałam od nowych butów, bo po wyjściu budynku udałam się na spacer w nowych butach by się uspokoić. Jak po prawie godzinie przeszły mi nerwy to zobaczyła stan moich stóp, wcześniej jednak go poczułam. Tak więc siedzę sobie wściekła i przez rozmowę i stan moich nóg.
hmmmm... ale buty ładne, nowe i na obcasie :)

a teraz przy tym koję moje skołatane nerwy :))) klik
a to dopiero pierwsza rozmowa za mną :/

czwartek, 18 czerwca 2009

czas by zacząć jeszcze raz

będę tu taka jaka być chcę, taka jaką znam siebie tylko ja.
to już nie jest oficjalny blog, ten jet tylko mój.