Była zwyczajna, nawet więcej -była mądra i ładna, nie zdawała sobie tylko z tego sprawy. Dlaczego? Skąd u niej były takie kompleksy. Twierdziła, że nikt jej nie lubi, nikomu nie jest potrzebna.
Liceum może zdefiniować w paru słowach, ale najważniejszym było "dieta". Wszyscy się odchudzali i to do granic możliwości.
U niej zaczęło się w połowie szkoły. Przez wakacje schudła co wszyscy zauważyli. Przestało być szarą myszką, chciano z nią rozmawiać, zapraszano na imprezy. Trzecie i czwarta klasa liceum to był czas tzw."osiemnastek". Na imprezach kolejno zjawiało się prawie to samo towarzystwo. Teraz gdy była pewna siebie, chciała zemsty. Pragnęła by dwoje chłopaków pożałowało swojego zachowania; by ją nareszcie docenili.
Przestała prawie jeść. Mówiła sama sobie, że to tylko do tej jednej zabawy, bo musi koniecznie ubrać tą, a nie inną sukienkę - sukienkę, jeszcze z czasów podstawówki.
Na śniadanie jadła dwa kęsy skórki od chleba, bo jakoś wydawało jej się to rozsądne. Przecież będzie na tyle najedzona by nie zemdleć w szkole. Kanapki przygotowywane jej przez mamę oddawała koleżance - śmieszne, bo to przez nią właśnie zrozumiała, że chudym łatwiej.
Trwało to około miesiąca. Nikt nie zauważył. Rodzice zabiegani do pracy, a czas zimowy. Uwielbiała wielkie swetry, taka moda no i ukrywały "fałdy tłuszczu", których już nie miała. Nawet niedzielny obiad potrafiła nie zjeść. Jadała razem z młodszym bratem i to jemu wciskała wszystko.
Gdy doszło do tej upragnionej imprezy, wszystko udało się tak jak chciała. Sama była świadkiem gdy oboje, choć nie w tym samym czasie, chłopcy opuszczali przed wcześnie imprezę. Bo wyglądała naprawdę świetnie. Królowała, każdy do niej podchodził, chciała rozmawiać, tańczyć. A ona, była złośliwa i za pewna siebie. Jednak jeszcze tej nocy, na tej imprezie, dotarło do niej, że osiągnęła swój cel. Poszła do kuchni i chwyciła kawałek zimnej pizzy. Zadowolona z siebie zaczęła jeść.
I powinno to być koniec opowieści. Niestety parę dni później zachorowała. Wymioty ciągle ją męczyły. Gdy wróciła do zdrowia zauważyła, że jest chudsza. To był pomysł. Trwało to już prawie do matury. Nauczyła się zmuszać do wymiotów. I znów nikt niczego nie zauważył. Jak?
Jej koleżanki kolejny zaczynały trafiać do szpitala - przyczyną było zbyt drastyczne oodchudzanie. Ona nie, ona nadal uważała, że wszystko jest w porządku.
Kolejne zatrucie, spędziła na torsjach całą noc. Lekarz przypisał glukozaminę - okropne paskudztwo. Nie znosiła go, ale piła i powoli zaczynało do nie docierać, że robi źle. Zatrzymała sobie jedną saszetkę i nosiła ją w portfelu na przestrogę. Wróciła do normalnego jedzenia.
Powtórzyło się to na studiach, gdy poznała Jego. Nie dawała jednak rady, po miesiącu wyznała, że ma bulimię. Namówił ją do wizyty u psychologa. Poszła. Pani psycholog była dopiero po studiach - nie nadawała się. Po zamknięciu drzwi po pierwszej wizycie dostała ataku śmiechu i postanowiła więcej do niej nie iść.
I to znów powinien być koniec problemów, niestety. Powtarza się on okresowo, z reguły gdy traci w siebie wiarę. Teraz nie mówi już o tym nikomu, sama chce przez to przechodzić. Wie, że im jest szczuplejsza tym pewniejsza siebie i szczęśliwsza. Lecz stara się z tym walczyć. Boi się konsekwencjii, boi się, że On jej zaufał i nie wybaczy tego, że ona go okłamuje.
Ważne jednak, że już samej siebie nie oszukuje, że to normalne.
To przykład do czego umie doprowadzić "ludzkie gadanie".