piątek, 20 listopada 2009

YUPI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jutro mam się spotkać z pewną osóbką - zdradzę Wam po spotkaniu z kim by nie zapeszać. Dlatego pukać w stoły :))))

I malowanie się kończy :) za tydzień będę w swoim mieszkanku :)))))))))))))))))))))

czwartek, 12 listopada 2009

...

Za pięć miesięcy mój ślub. O czym teraz rozmawiam z Lubym? Nie rozmawiam, bo rozmową nie da się tego nazwać. Ciągłe kłótnie, żale, pretensje w głosie. Nie pamiętam już kiedy się zaczęł, albo też kiedy zaczęły mi aż tak przeszkadzać.
Czasem widzę, że się stara. Przytula, robi herbatę, całuje moje włosy - w takich chwilach głupieje, nie wiem co się dzieje, więc na wszelki wypadek obrastam w kolce.
Gdy ja nie mam sił na nic innego jak na płacz, on staje się zajęty, zaspany....
Dziś z przerażeniem zauważyłam, że przestałam o siebie dbać.

Jutro jadę do rodziców, wiem, że tam nie będzie lepiej z moją psychiką przy ich kłótniach, ale chociaż otoczenie zmienię - na dwa dni.

środa, 11 listopada 2009

szaro, szaro....

Myślałam, że jak wrzucę się w wir prac to dojdę jakoś do siebie. Odkąd wróciłam moim ulubionym zajęciem jest albo ucieczka w książki albo patrzenie przed siebie...
Prac sobie nagromadziłam; studia, praca, powrót do stowarzyszenia i zaangażowanie się, oczywiście dodać należy remont.
Nie pomogło. Gorzej się niestety czuję. Czuję się nic nie warta, niepotrzebna.

Dziś zaskoczyła mnie koleżanka, w marcu wzięła ślub, obecnie się rozwodzi. Nie wiem jak na to patrzeć, nie wiem jak ją podnieść na duchu. Bo jak wytłumaczyć, że miłość potrafi nagle umrzeć?

optymistka ze mnie dziś całkiem, całkiem :(

poniedziałek, 2 listopada 2009

pod powiekami

czasem mam ochotę zniknąć - nie, nie czasem ostatnio bardzo często myślę o tym. Gdzie? Wiadomo, na moje winne wzgórza. Tęsknię.
Przymykam oczy i jestem tam.
Może za długo to trwa, nie wiem.

Do 31 stycznia mam oddać oprawioną inżynierkę - tylko, że ja jej jeszcze nie zaczęłam pisać. Warto było wracać na studia? Patrząc na sytuację i że i tak nie wiadomo czy mnie gdzieś potem przyjmą - myślę, że nie warto.
Bo przecież szukałam pracy jako mgr inż. i słyszałam jedynie, że: "magistrów to teraz jak psów".
To poco mi dwa kierunki i języki?

wtorek, 20 października 2009

i tyle

i mnie wywalili...
nie wiem dokładnie dlaczego...
Pani podała uzasadnienie, że według niej za wiele czasu mi zajmie dogadanie się z jej dzieckiem. Nie będę tego przecież podważać, to ona jest mamą. Ja długo analizowałam ten jeden dzień szukając uzasadnienia.
Przecież nic mi nie mówiła, umówiła się ze mną kiedy mam przyjść następnym razem. Tylko wczoraj telefon.
ehhhhhh

sobota, 17 października 2009

w poszukiwaniu odpowiedzi

Nie chciałam leczyć i nie leczyłam. Kolana. Bolało już trochę czasu, parę razy upadłam, kiedyś naderwałam ścięgna na rowerkach na fitness. Jest nadzieja, że leki i fizykoterapia pomogą.
Teraz gapię się przed siebie i zastanawiam, ile to człowiek musi zarabiać by na wszystko starczyło. Nie mam siły brać już od rodziców.

Pracuje trzy dni w tygodniu, a dwa mam na uczelnię. Rozwiązanie jak dla mnie super. Byle skończyć ten semestr, bo ostatni. Tylko, że oczywiście kokosów z mojej pracy nie ma. Mam jednak nadzieję, że kolano da radę wytrzymać.

I wiecie, jesień jest ze swoimi pięknymi kolorami :)

I Szczecin zalało i odkryłam, że jednak mam jakieś pozytywne uczucia do tego miasta... ale o tym później.
Miłego weekendu

wtorek, 13 października 2009

cała prawda o moim położeniu (remont i studia)

Prawda o remoncie wygląda tak:
Jest to dom dwurodzinny - my mamy zająć pierwsze piętro. Na dole babcia Lubego - czy któs jeszcze pamięta, że ja ją lubię przez przymknięte powieki. Plusem jewst, że wejścia śa osoobne, więc jest szansa na życie w spokoju.
Wymieniliśmy okna po jednej części, podłączyliśmy nowe grzejniki, wodę również - wszystkie rury itp. od nowa. Z prądem również musieliśmy od nowa, tzn. łącznie z kuciem ścian na nowe kable. Problem z podłączeniem gazu trwał od maja do września. Do tego jeszcze oczywiście gładzenie ścian, klejenie dziur... Będziemy użytkować dwa pokoje (łącznie jest ich cztery), kuchnię i łazienkę - z czego ostatnia będzie trochę prowizorką. Zostało nam szorowanie, tapetowanie i malowanie.
Bo niespodzianka!!! Piec wczoraj zaczął działać - odpukiwać w niemalowane!!!
Najlepsze pozostawiam na koniec. Za rok, w okolicach lata, będzie wymieniany dach. Według nie wiem kogo, plan powstał z zamiarem wyburzenia jednej zewnętrznej ściany u nas! Bo jest skos od piętra do dachu i najlepiej go zlikwidować. Dlatego za rok nie będę miała przez pewien czas ściany w kuchni, łazience i jednym pokoju, którego remont przewidujemy dopiero za rok.

Dlatego powiedzcie mi jak ja mam być spokojna? Cieszę się, że ten remont się kończy, a jednoczęsnie wiem, że za rok będzie masakra!!!
Ale cóż: wdech, wydech.... itp.

A ja się dowiedziałam, że mój drugi kierunek, z którego zwiałam na dziekankę by wyjechać na Węgry nie da mi spokoju. Mama zajęcia we wtorki od 12!!! Tam będą ludzie dużo młodzsi ode mnie :(
Tydzień temu nie byłam, bo nie pomyślałam by plan sprawdzić. A dziś myślałam, że jak na 12 to zdążę od rodziców dojechać. Zaspałam :) pociąg za godzinę i wiem, że może zdążę na drugie zajęcia.

P.s. Do pewnej Diablicy: wytrychów brak, ale spinek wsuwek pod dostatkiem, może się uda :))))

niedziela, 11 października 2009

na kacu

Nerwy nie dają mi spać. Brzuch mnie nienawidzi. Ja sama klnę gdy patrzę w lustro - wyglądam na więcej niż mam.
Miało być pięknie, ojciec Lubego podłączył inny piec, mój dziś zmieniał podłączenie - no i...
Niby nowy piec działał tydzień temu, dlaczego dziś już nie??? Jak można mieszkać bez ogrzewania?

Po co ja się pchałam w ten remont?
Ślub za mniej niż pół roku, ehhh

Czasem to ja bym się najchętniej upiła - co i zrobiłam.
Nie cierpię whisky!!!!!! Kac straszny, a jak się samemu pije to głupie myśli przychodzą do głowy!

środa, 7 października 2009

zgubiony klucz

Ja siebie pozbieram. Te wszystkie szkiełka, kamyczki... te sprawy ważne i te trochę mniej. Ja siebie pozbieram. Zrobię to dla siebie, dla nas, dla Ciebie... Nie, tym razem zrobię to dla siebie.
nie umiem... nie rozumiem... nie potrafię Cię zrozumieć. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak bardzo ranisz. Dla Ciebie wszystko takie normalne, a ja przewrażliwiona. Dla Ciebie to codzienność, a dla mnie nowy dzień.
Zgubiłam klucz do Twojej ścieżki. Proszę poczekaj na mnie...

poniedziałek, 5 października 2009

praktycznie i histerycznie

piec zdobyty, używany ale działa i nic nas to nie kosztowało. Problemem jest teraz zmiana podejścia rur do niego, okazuje się, że to poprzednie było źle zrobione. Tym jednak zajmie się tata.
Znalazłam pracę, ale od kwietnia lub maja. Szukam tymczasowej, w telemarketingu lub w bawialniach dla dzieci - pomoże mi w tym status studenta.

//////////////////////////////////////////////////////////////

Skąd we mnie te głosy, ską żale, które nie są wypowiedziane, ale da się je odczuć?
Czy my umiemy być jeszcze razem. Dlaczego więź, która nas łączyła, staje się coraz cieńsza.
Skąd we mnie niepokój, który szepcze mi, że mnie nie kochasz?
Dlaczego mam z tym problem?
A Ty pomagasz mym demonom, traktując mnie z obojętnością. Nie mówisz mi słów, których tak bardzo potrzebuję. Zapomniałam już ciepło Twych ramion.
Zgubiłam się......................

poniedziałek, 28 września 2009

idzie jesień

powinnam dorosnąć - ciągle to słyszę, tylko, że mi ciężko jest zrozumieć innych. Fakt poprzedni post napisałam jak jakaś małolata. Może nie powinnam, ale byłam zdenerwowana i chciało mi się wyć.

A dziś nowy dzień, nowy tydzień i ja tak proszę by mi energia wróciła.
Przecież piękna jesień idzie, a ja zawsze lubiłam tą jesienną zadumę i jej czar.

sobota, 26 września 2009

szuru - buru...
jestem, żyję - dobrze się mam - haa. chciałabym. nerwicy dostaję
rodzice mnie wnerwiają i wszyscy inni

poniedziałek, 21 września 2009

moje łzy

czasem tak ciężko jest mi być przy Tobie. Czuję się Tobie obojętna. Taki jesteś jak nieznajomy, gdzieś na ulicy spotkany. Gdzieś tam my byliśmy, tacy szczęśliwi. Pamiętasz te godziny rozmów, gdy nie mogliśmy stać obok siebie nie przytuleni. Taka siła mocna nas do siebie ciągła.
To wszystko sprawiało, że los nam skrzydła do ramion przeplatał. Twe pocałunki, Twe dłonie na mej twarzy - tego nie umiem zapomnieć.

Czy nas już nie ma? Czy nas już nie będzie? Jesteśmy przecież wciąż razem, tylko czy to tylko pozory?
Obwiniam Ciebie za tą obojętność, a może nie ma jej? Może to tylko mój strach, że mnie opuścisz. Boję się tego, że wszystko zniknie. Tak wiem, wyjechałam na długo, wiele musiałeś sam przejść.
A ja nie umiem, żałować, że przez ten czas byłam szczęśliwa.

Nie mam odwagi by tak wiele Ci wyznać. Chowam twarz przed Tobą, chowam samą siebie...



///////////////////////////////////////////////////// musiałam skasować dzisiejszy post, ale publikuje go ponownie

czwartek, 17 września 2009

piec - bum

na prawdę dzieje się dużo. trochę dobrego, trochę niebardzo dobrego.
Tylko mi jakoś sił brak do opisywania tego wszystkiego.
Piec gazowy nam padł - do wody i ogrzewania. Pieniędzy brak, dlatego prawdopodobieństwo, że ten remont szybko się skończy baaaardzo zmalało :(

poniedziałek, 14 września 2009

klawiatura ma swój świat

klawiatura mi wariuje. inne znaki stawia, ale wcale nic nie ma na monitorze...
dziś jadę do Lubego, więc chyba tam będę naprawiać zaległości

wtorek, 8 września 2009

kto w niedzielę miał urodziny....

W niedzielę miła urodziny pewna zakręcona osoba. (a że tak dzinie wyszło...)

Ingrid Sto lat
Wszystkiego co najlepsze.
Baaaardzo dużo cierpliwości, szczęścia, zrozumienia i optymizmu
Życzę Ci, byś jak najszybciej pozbyła się swych trosk, a życie przyniosło najlepsze rozwiązania.

buziaki :*****


czwartek, 3 września 2009

pioruny

Złość i bezsilność we mnie buszuje. Sama nie wiem czy zwinąć się w kłębek i płakać czy też walić pięściami w ścianę. Wiem jedno, że żadne z wyżej wymienionych mi nie pomogą.
Nadal nie mam pracy co doprowadza mnie do czarnych humorów. Czuję się z tym źle, spada mój szacunek do samej siebie.
Za siedem miesięcy ma być mój ślub. Nic nie jest przygotowane. Próbowałam się tym zająć, ale nie mam siły przebicia. Moje argumenty nie trafiają, a zazwyczaj gaszą mnie inni zdaniem: "a pracę to już masz?".
Sama nie wiem co to oznacza. Czy jeśli jej szybko nie znajdę to do ślubu nie dojdzie? Nikt mi jakoś na to pytanie nie odpowiada.
Ja sama staram się trzymać. Kursuję między rodzicami, a Lubym i remontem. Pomimo, że czasem chciałabym być niewidzialna to z uporem maniaka sprawdzam kolejne oferty i rozsyłam swoje aplikacje. Bo przecież nie może ten stan wiecznie trwać. Nie tak ma być i koniec.

klik jak zwykle humor poprawiam sobie muzyką

p.s. od rana leje deszcz i co chwila przechodzą burze - może stąd ten nastrój...
p.s. 2. a może tak praca w klubie nocnym ;P

wtorek, 1 września 2009

nie ma mnie bo...

nie ma mnie bo:
- mam zakwasy w ramionach - wynik zbicia paru kontaktów i szpachlowania ściany;
- boli mnie ciągle głowa - wynik uderzenia głową w szafkę;
- dziś brak czasu na dłuższy post - maliny na działce chcą zostać zebrane;

Dlatego dziś smakiem tych owoców będę zagryzać moje rozterki. Powinny szybko przejść w zapomnienie :)



środa, 26 sierpnia 2009

Ana i Mia

Była zwyczajna, nawet więcej -była mądra i ładna, nie zdawała sobie tylko z tego sprawy. Dlaczego? Skąd u niej były takie kompleksy. Twierdziła, że nikt jej nie lubi, nikomu nie jest potrzebna.
Liceum może zdefiniować w paru słowach, ale najważniejszym było "dieta". Wszyscy się odchudzali i to do granic możliwości.
U niej zaczęło się w połowie szkoły. Przez wakacje schudła co wszyscy zauważyli. Przestało być szarą myszką, chciano z nią rozmawiać, zapraszano na imprezy. Trzecie i czwarta klasa liceum to był czas tzw."osiemnastek". Na imprezach kolejno zjawiało się prawie to samo towarzystwo. Teraz gdy była pewna siebie, chciała zemsty. Pragnęła by dwoje chłopaków pożałowało swojego zachowania; by ją nareszcie docenili.
Przestała prawie jeść. Mówiła sama sobie, że to tylko do tej jednej zabawy, bo musi koniecznie ubrać tą, a nie inną sukienkę - sukienkę, jeszcze z czasów podstawówki.
Na śniadanie jadła dwa kęsy skórki od chleba, bo jakoś wydawało jej się to rozsądne. Przecież będzie na tyle najedzona by nie zemdleć w szkole. Kanapki przygotowywane jej przez mamę oddawała koleżance - śmieszne, bo to przez nią właśnie zrozumiała, że chudym łatwiej.
Trwało to około miesiąca. Nikt nie zauważył. Rodzice zabiegani do pracy, a czas zimowy. Uwielbiała wielkie swetry, taka moda no i ukrywały "fałdy tłuszczu", których już nie miała. Nawet niedzielny obiad potrafiła nie zjeść. Jadała razem z młodszym bratem i to jemu wciskała wszystko.
Gdy doszło do tej upragnionej imprezy, wszystko udało się tak jak chciała. Sama była świadkiem gdy oboje, choć nie w tym samym czasie, chłopcy opuszczali przed wcześnie imprezę. Bo wyglądała naprawdę świetnie. Królowała, każdy do niej podchodził, chciała rozmawiać, tańczyć. A ona, była złośliwa i za pewna siebie. Jednak jeszcze tej nocy, na tej imprezie, dotarło do niej, że osiągnęła swój cel. Poszła do kuchni i chwyciła kawałek zimnej pizzy. Zadowolona z siebie zaczęła jeść.
I powinno to być koniec opowieści. Niestety parę dni później zachorowała. Wymioty ciągle ją męczyły. Gdy wróciła do zdrowia zauważyła, że jest chudsza. To był pomysł. Trwało to już prawie do matury. Nauczyła się zmuszać do wymiotów. I znów nikt niczego nie zauważył. Jak?
Jej koleżanki kolejny zaczynały trafiać do szpitala - przyczyną było zbyt drastyczne oodchudzanie. Ona nie, ona nadal uważała, że wszystko jest w porządku.
Kolejne zatrucie, spędziła na torsjach całą noc. Lekarz przypisał glukozaminę - okropne paskudztwo. Nie znosiła go, ale piła i powoli zaczynało do nie docierać, że robi źle. Zatrzymała sobie jedną saszetkę i nosiła ją w portfelu na przestrogę. Wróciła do normalnego jedzenia.
Powtórzyło się to na studiach, gdy poznała Jego. Nie dawała jednak rady, po miesiącu wyznała, że ma bulimię. Namówił ją do wizyty u psychologa. Poszła. Pani psycholog była dopiero po studiach - nie nadawała się. Po zamknięciu drzwi po pierwszej wizycie dostała ataku śmiechu i postanowiła więcej do niej nie iść.
I to znów powinien być koniec problemów, niestety. Powtarza się on okresowo, z reguły gdy traci w siebie wiarę. Teraz nie mówi już o tym nikomu, sama chce przez to przechodzić. Wie, że im jest szczuplejsza tym pewniejsza siebie i szczęśliwsza. Lecz stara się z tym walczyć. Boi się konsekwencjii, boi się, że On jej zaufał i nie wybaczy tego, że ona go okłamuje.
Ważne jednak, że już samej siebie nie oszukuje, że to normalne.

To przykład do czego umie doprowadzić "ludzkie gadanie".

sobota, 22 sierpnia 2009

była kłótnia, a raczej cisza...

Jak można się nie odzywać przez ponad 12 godzin, będąc obok?
Nie wiem jak można tak kogoś ranić, lekceważyć... - szkoda słów

Najgorsze jest to, że nie rozumiem jak można coś takiego wybaczyć. Bo wybaczyłam i mam nadzieję, że nie będę tego żałować.
To nie była nawet kłótnia, tylko moje lenistwo. Nie chciało mi się rano zrywać skoro na poklejenie paru dziur w ścianach miałam 8 godzin - zdążyłam nawet zbić tynk z kawałka ściany.
No właśnie - zdążyłam, dlatego poco cała afera. Bo nie wstałam wcześnie rano i tego nie zrobiłam? Ja rozumiem, że on pracuje, jest zmęczony, ma większość prac remontowych na głowie.
Tylko, że ja też bym chciała już biegać do tej pracy, a przede wszystkim ją mieć...

Dziś rano sama nie wiedziałam czy się od niego pakować zostawiając pierścionek.
Nie umiałam odejść, mogłam tylko się do niego przytulić. To pomogło nam przejść przez kolejną burzę.
To co widzę w jego oczach sprawia, że czuję ciepło w sobie - chcę by tak było zawsze.

p.s. oglądałam dziś zdjęcia, już bez łez, ale z tęsknotą za pięknymi dniami na Węgrzech - 11 miesięcy, kawał życia




środa, 19 sierpnia 2009

ucieczka

Uciekam dziś od rodziców do Lubego. Sprawdzę jak tam remont nam idzie i pewnie sama będę znów musiała tynkować, gipsować itp. W sumie lepiej byśmy to razem robili niż tylko Luby. Za tydzień mają być okna, w tym tygodniu gaz, więc można wezwać ekipę do robienia wody.
Czyli tak jakoś we wrześniu powinien być koniec - oby.

Mam tylko nadzieję, że pposprzątał pokój, bo już sama nie wiem jakich argumentów mam używać....


wtorek, 18 sierpnia 2009

nowa ja

na nowo uczę się żyć w Polsce, oznacza to tylko jedno - deprecha papapa!!!
No dobra, tak szczerze, to mam jakieś zawiechy i czasem łzy w oczach, ale jest ich coraz mniej. Jak widzę jakieś ładne dziecko to mnie ściska. Wierzę, że z każdym dniem będzie lepiej. No bo przecie już ponad dwa miesiące minęły, czas przeboleć rozstanie z moją przedszkolną gromadką, z moim miastem i przyjaciółmi w innym kraju.

Co do szukania nowej pracy, to nie mam nic na horyzoncie, trudno. Nadziei nie tracę, że w końcu coś się pojawi.

A i przebrałam ubrania w szafie. Styl mi się zmienił, dlatego albo dorosłam albo chcę podkreślić, że ładna ze mnie kobieta. Zależy mi by Luby to zauważył. Bo nie jestem pewna co on w ogóle we mnie widzi. Ostatnio chciałam podkreślić moje zgrabne nogi, najkrótszą spódnicę ubrałam, taką co niebezpiecznie w niej siadać, bo za wysoko do góry idzie, a on nic - Ślepy!!!!
Nie zawsze jednak tak reaguje, dlatego śmiem twierdzić, że chyba ślepo mnie kocha :))))))
A do naszego ślubu zostało już niecałe 8 miesięcy - straszne!

środa, 12 sierpnia 2009

miałam pracę...

miałam sobie pracę. W piątek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnym wydawnictwie. Po dwugodzinnej rozmowie dostałam odpowiedź, że jestem przyjęta. Ucieszyłam się, tylko po niecałych 20 minutach zaczęłam mieć wątpliwości, gdy na spokojnie zaczęłam analizować treść rozmowy.
Niczym jednak niezrażona w poniedziałek zjawiłam się w pracy. Obowiązki moje nie należały do ciężkich. Szukanie nowych klientów, podpisywanie z nimi umów, przedłużanie współpracy ze starymi klientami. Pieniądze nawet takie dobre, bo za czas próbny, czyli od 10 sierpnia do końca miesiąca miałam dostać 1200 zł, a potem oczywiście więcej.
Niestety, po pierwszym dniu miałam wątpliwości czy tam wracać. Praca polegała tylko na dzwonienie i proszeniu firm by umieścili reklamę. Powoli zaczęłam pojmować, że od jakiegoś czasu czasopismo to nawet robi przekręty niezgodne z prawem. Czara przelała się wczoraj po rozmowie z jedną z współpracownic. Facet jest jakiś zakompleksiony, nie pozwala pracownikom na podnoszenie swych kwalifikacji. Uważa, że studia nie są do niczego potrzebne, że tytuł mgr inż. dziś może mieć każdy.
Ja pamiętam ile poświęciłam sił i wysiłku by skończyć swoją uczelnię, no jest jeszcze drugi, gdzie muszę się jeszcze obronić. Dlatego nie pozwolę nikomu na wygłaszanie takich mów. Do tego miesięczna stawka u tego i pana wynosi najmniejszą stawkę krajową!!!

Koleżanka pod powiedziała mi by nie dzwonić do faceta, tylko napisać np. smsa. W przypadku rozmowy facet potrafi człowieka zwymyślać. To wysłałam wczoraj spokojnie wiadomość, że rezygnuję. Na szczęście nie oddzwania, choć postanowiłam nie odbierać telefonu. Głupia jestem bo popracowałam dwa dni za darmo. To nie jest jednak koniec. Mamy pewne plany, razem z pracownicami. Niech się człowiek nauczy, że ie wolno nikogo traktować jak "śmieci".

Ja postanowiłam sprawę przemyśleć. Spokojnie teraz poszukam sobie pracy. Bez chorych ambicji, że musi to być jak najszybciej. Wiem, że jest kryzys jednak znam swoje możliwości i uważam, że znajdę coś o wiele lepszego.

dopisuje:
Zapomniałam wspomnieć, o najistotniejszych argumentach mego odejścia z pracy:
we wtorek, "szef" przekazał mi, że jednak będę pracować za najniższą stawkę krajową, a na umowę mogę liczyć od 1 października.

piątek, 7 sierpnia 2009

Potworowa Mamo - Hip hip hura!!!

Dziś swoje święto obchodzi Mama Potworowa. Pomimo, że wygląda jak anioł to jednak tylko pozory, bo w końcu to ona jest prezesową wiedźm :)
tak, że 1000 lat, jeszcze więcej uśmiechu, gwiazdek z nieba, instruktora fintess, łóżka wodnego, sportowej miotły
wszystkiego co tylko chcesz!!!!!




wtorek, 4 sierpnia 2009

od pytań do sęku :)

- A kochasz mnie? - takie sobie pytanie zadane podczas rozmowy telefonicznej. Tylko, że niestety nieobojętne, bo odpowiedzią powinno być żarliwe wyznanie miłości.
- Ok - tak brzmiała jego odpowiedź.

I gdzie w tym wszystkim sęk? Ten, który jest w drewnie i robi się go w tartaku - przynajmniej tak Luby kiedyś powiedział.
hmmm sensu to ja tu żadnego nie widzę :))))

poniedziałek, 27 lipca 2009

moje wesele?

żyuje sobie, mam czasem wrażenie, że czas stanął w miejscu.
Bo co do licha robię u rodziców? dlaczego muszę być na ich utrzymaniu?
Niech ten remont się skończy, niech ja w końcu zamieszkam w jednym miejscu, a nie teraz moje ubranie są w różnych częściach mojego województwa.
i jeszcze coś - niech mnie w końcu ktoś zatrudni :)

hmm co do ślubu, to fajnie. data jest, ale nic poza tym. No nie, są jeszcze plany:

plan a:
w sali zrobić przyjęcie i wszystko samemu przygotowywać.
- a co to za problem, kucharki się wynjmie oboje rodzice pomogą, szybko się zrobi - to słowa rodziców Lubego.

plan b- w zajeździe, gdzie mamy zapłacić od osoby, o nic się nie martwić, bo oni mogą kapelę i kamerzystę ze zniżką załatwić.
- i tak najlepiej według moich rodziców.

plan c - tylko kościół, a potem podróż za pieniądze, które byśmy wydali na przyjęcie, zwane weselem.
- tak wedłu wujka Lubego

a ja? a ja mam wszystko w nosie. Do daty 9 miesięcy, a nic nie jest przygotowane. Powodzenia dla rodziców i Lubego :)
bo ja? ja postanowiłam się nie przejmować i zrobić to co mi serce podpowiada :) mianowicie, chcę iść do ślubu w krótkiej sukience, która na dodatek nie jest ślubna :)
jak się rodzice nie dogadają - niech myślą, że mają prawo się wtrącać, to zrobimy tak jak radzi wujek i pojedziemy na Węgry :)))

czwartek, 23 lipca 2009

Wilma przepraszam :)

przepraszam pewną panią zza oceanu za plagiat. Tylko, że sama jest sobie winna bo gdyby nie była tak świetną babką to bym jej nie czytała przecież. :)
tak więc zamieszczam tu link do piosenki, która jak nigdy sprawia, że uśmiech na buzi musi się pokazać.
Jest to jednocześnie hymn, co prawda nieoficjalny, mojej ukochanej Uczelni, Politechniki Szczecińskiej, której losy są niestety smutne.
Odganiam więc smutne myśli ode mnie, by na chwilę znów poczuć się jak dziecko i pląsam sobie po pokoju. Dobrze, że nikogo nie ma i tak myślą, że zwariowałam :)

a tu wrota do tej pięknej pieśni klik

środa, 22 lipca 2009

wspólnie ratujmy nasze środowisko - akcja Baobab 350


dziś postanowiłam wesprzeć Limę w jej rowerowej wędrówce po kraju.
Lima od początków wiosny jest na EVSie w Budapeszciei bardzo się z tego cieszę :)
Obecnie bierze udział w akcji Baobab 350.org w Polsce. Nie będę Wam opisywać akcji, zapraszam do linków:



sobota, 18 lipca 2009

wstaje nowy dzień


Dziś pomimi wszystko łzy w oczach miałam, bo nagle się zamyśliłam i moje ukochane dzieci "miałam przed oczyma". Wierzę, że mnie zapomniały i że nie tęsknią. Ja potrzebuje czasu by się uwolnić od uczuć, które wciąż we mnie tkwią.

Tata dziś się starał być w dobrym humorze. Śmiał się ze mnie, że tak bardzo do pracy iść. "Dziecko jeszcze się napracujesz" - tak mi powiedział. Upokajał mnie, że na razie pieniądze ma i mi pomoże, obiecał zrobić łazienkę i dać na okna. Tak więc remont niedługo będzie skończony, a ja wreszcie będę miała z Lubym swój kont :)

Dziewczyny, czy też BABY :))) czy Wy wiecie jak ja Was mocno uwielbiam :)

a to na poprawę humoru, sobie i innym

i jeszcze zdjęcie z mojej na zawsze miejscowości, za którą teśknię. Ja tam jeszcze pojadę :)






czwartek, 16 lipca 2009

a ja sobie płaczę

zodiakalnym bliźniakiem jestem to mam prawo. Mam prawo by z humoru w drugi przechodzić błyskawicznie.
A dlaczego płaczę? Bo czuję się bezsilna, bo się denerwuję i w inny sposób nie umiem już. Brzuch mnie boli, w okolicach mostka strasznie kłuje. I poco to? Po jakie ... ja się w ogóle denerwuję?

Dlaczego? Życie tylko jedno, przez te wszystkie stresy tylko je sobie skracamy. Tylko kto u mie żyć bez stresów?

p.s. Wszystko w porządku, tylko pracy ciągle nie mam :( głupia jestem i przesadzam.

poniedziałek, 13 lipca 2009

iskierki

smutasem nie umiem być - prawda.
we wszystkim dobre strony znaleźć muszę.

włosy krótkie, na mój ślub nie odrosną - dlaczego fryzjer mi to zrobił? ale i to przeżyję. dam sobie radę ze wszystkim, nie poddam się. ja nie z tych, ja i motykę znajdę i z nią na księżyc pójdę.
pójdę wszędzie i wygram. bo ja z tych co dostają tego czego pragną, bo ja z tych co marzą i wierzą, że to co najszczęśliwsze ciągle przede mną.

znajdę tą pracę, w końcu przecież i mnie muszę przyjąć. remont się skończy, a ja z walizką wyruszę na zwiedzanie Bawarii i Kotliny Kłodzkiej - czyli wiadomo jakim babom na głowę się zwalę :)
a teraz buziak


p.s. ślub planowany jest na tydzień po Wielkanocy.
p.s. 2. przez Ingrid tęsknię za górami :( już ich nie mam na wyciągnięcie ręki

sobota, 11 lipca 2009

u mnie smutno

na żadnej imprezie nie byłam. sił nie miałam. coś mnie w brzuchu złapało i sobie kłuje, no-spa nie działa.
i kto się najbardziej tym przejął? mama Lubego. mój tata twierdzi, że symuluje, a mama... ehhh

czasem czuję się tu przez nich bardziej samotna niż za granicą bez nich.
jak ból nie przejdzie dostanę zastrzyk, albo lekarz. cóż, sama mam nadzieję, że to nerwy. bo to dla mnie najprawdopodobne.
dziś jestem u Lubego, jutro jadę do rodziców. jak mam to wyrazić, że nie mam najmniejszych chęci? znów się nasłucham jaka to ja jestem "puszczalska" bo z Lubym chce mieszkać i u niego przesiaduje. bo on sobie o mnie przypomniał gdy nauczyłam się sama sobie radzić, za późno, czas dla taty minął, niech da mi święty spokój. dlaczego nie umieją niektórzy zrozumieć jak bardzo niszczą innych...
już nawet płakać sił nie mam.

piątek, 10 lipca 2009

czasem

czasem i ja mam uśmiech na buzi. Czasem i mi zdarzają się chwle, które rozpogadzają mą twarz. Nie jest ich dużo, ale jednak są.

Mama mnie bardzo wspiera, choć nie rozumie, ale się stara. Luby też powoli dorasta, a moi znajomi, którzy początkowo dali mi spokój, karzą się w końcu ruszyć. Może właśnie jakaś impreza, jakieś wyjście, może to przypomni mi, że i tu da się spokojnie żyć.

a tu sobie dziś śpiewam klik

środa, 8 lipca 2009

no bo :)

no bo... no bo miała być pięknie, no bo miało być łatwiej, no bo... no właśnie, no bo ja sama nie wiem czego chce. a dokładniej to nie wiedziałam, ale już wiem :)

Byliśmy obejrzeć salę i u księdza, tak zapytać co trzeba itp :) planujemy na marzec, Luby po poście, ja przed - kwestia do dogadania.

Pracy nadal szukam, kolejne dokumenty zanoszę i sobie czekam. Remont się robi, baardzo powoli, ale do przodu, niedługo z Lubym będziemy mieli cudne gniazdko.

p.s. tak sobie dziś siedzą i muzyki słucham. Tuż przed odjazdem dostałam płytę od znajomych z największymi przebojami. Staram się nie płakać.
Zdjęć, zwłaszcza tych z dziećmi nie oglądam, wystarczy że widzę je za każdym razem gdy zasnę.
Wiem, że to koniec, ale tak dziecinnie czasem pytam siebie samą dlaczego nie można mieć wszystkiego co dla nas drogie?
"gdyby tak, wróżą być, gdyby czary wszystkie znać. Można byłoby ludziom dać, to czego im brak...."




środa, 1 lipca 2009

a ja nadal pracy szukam

z Lubym wszystko dobrze, dostałam kwiaty, przeprosił.

a ze mną? cóż, mam napisać, że wszystko pięknie i cudnie? nie mogę, bo kiepska ze mnie aktorka. nie wiem czy żałuję, czy tu jestem, czy nie.
ciężko mi nadal, a fakt, że nie mam pracy mnie tylko dobija. czuję się bezużyteczna i nie potrzebna.
czasem mam chwile, że myślę, że dam radę, że wszystko jest w porządku, no bo w sumie dwa tygodnie tej pracy szukam dopiero. tylko te chwile szybko mijają i znów pojawia się ta czarna chmura myśli. Luby mi nie wygarnia, sam mówi bym się uspokoiła.

najbardziej, że sama już nie wiem czy składać kolejne CV, skoro i tak są lepsi ode mnie i pewnie z jakimiś znajmościami. ehhhhh... marudze i marudze. rozbijam się na kawałki. gdzie ta moja pewność siebie i wiara?

sobota, 27 czerwca 2009

jednak Luby nie jest aniołem

a miało być miło. Spokojny sobie weekend. Luby miał przyjechać sobie wczoraj wieczorem do mojej moich rodziców i wspólnie czas był tu zaplanowany do niedzieli. I...
Owszem wczoraj do pociągu wsiadł (bo ja byłam już od czwartku u rodziców), napisał smsa, że jedzie. Ja sobie spokojnie wyszłam po niego na stację. Pociąg podjechał, ludzie wysiedli, a jego nie ma. Pojechał sobie stację dalej, nie zauważył właściwej (!).
Nic strasznego by może nie było, ale to już wieczorna pora była no i pociągi już nie jeździły. Zdenerwowałam się, telefon w ruch. "Kto tu może po niego podjechać". Niestety piątkowy wieczór, wszyscy na grillu, po piwku. Skończyło się, że rada nie rada pojechałam po niego taksówką, dobrze, że choć ona była. Wydatek piękny, ale to 12 km. całą noc by szedł, znając go.
Na tym nie koniec. Luby na stacji kolegę spotkał z podstawówki i czekając na mnie sobie piwko wypili. On nigdy nie pije, więc jedno wystarczyło. Przyjechaliśmy, a on, że do mnie nie idzie po by sobie po mieście jeszcze pochodził. Godzina 22.30, ja zmęczona, mama w domu na nas czeka, myślałam, że mnie coś trafi. Cudem jednak poszedł za mną. W pokoju, jednak dalsze marudzenie, bo ja go UBEZWŁADNIAM!!!!!!! Jedyne na co miałam ochoty to dać mu w twarz.
Przeszło mu jednak. Przeprosił. Pierwszy raz to się zdarzyło, ale ja wściekła nadal jestem. Bo przecież do moich rodziców w takim stanie nie życzę sobie by przyjeżdżał. Nie wiem co zrobię jak to się powtórzy. Nerwy mam nadal.

Jeszcze dwa tygodnie nie minęły odkąd wróciłam, atu wszystko inaczej... :/

czwartek, 25 czerwca 2009

zepsuta rozmowa kwalifikacyjna

jak to zrobiłam? Jak udało mi się to tak szybko zawalić? Nie wiem. Nerwy, głód (bo z nerwów nic wcześniej nie jadłam). Fakt faktem zawaliłam rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko, na które byłam odpowiednią osobą. Mam odpowiednie doświadczenie, znam środowisko - to jest to, a raczej było do tej rozmowy.
Bo jak ja mogłam się zaciąć? Znam temat, mam wiedzę - noż głupia też nie jestem.
Zła jestem na siebie, nawet kostki poobcierałam od nowych butów, bo po wyjściu budynku udałam się na spacer w nowych butach by się uspokoić. Jak po prawie godzinie przeszły mi nerwy to zobaczyła stan moich stóp, wcześniej jednak go poczułam. Tak więc siedzę sobie wściekła i przez rozmowę i stan moich nóg.
hmmmm... ale buty ładne, nowe i na obcasie :)

a teraz przy tym koję moje skołatane nerwy :))) klik
a to dopiero pierwsza rozmowa za mną :/

czwartek, 18 czerwca 2009

czas by zacząć jeszcze raz

będę tu taka jaka być chcę, taka jaką znam siebie tylko ja.
to już nie jest oficjalny blog, ten jet tylko mój.