środa, 26 sierpnia 2009

Ana i Mia

Była zwyczajna, nawet więcej -była mądra i ładna, nie zdawała sobie tylko z tego sprawy. Dlaczego? Skąd u niej były takie kompleksy. Twierdziła, że nikt jej nie lubi, nikomu nie jest potrzebna.
Liceum może zdefiniować w paru słowach, ale najważniejszym było "dieta". Wszyscy się odchudzali i to do granic możliwości.
U niej zaczęło się w połowie szkoły. Przez wakacje schudła co wszyscy zauważyli. Przestało być szarą myszką, chciano z nią rozmawiać, zapraszano na imprezy. Trzecie i czwarta klasa liceum to był czas tzw."osiemnastek". Na imprezach kolejno zjawiało się prawie to samo towarzystwo. Teraz gdy była pewna siebie, chciała zemsty. Pragnęła by dwoje chłopaków pożałowało swojego zachowania; by ją nareszcie docenili.
Przestała prawie jeść. Mówiła sama sobie, że to tylko do tej jednej zabawy, bo musi koniecznie ubrać tą, a nie inną sukienkę - sukienkę, jeszcze z czasów podstawówki.
Na śniadanie jadła dwa kęsy skórki od chleba, bo jakoś wydawało jej się to rozsądne. Przecież będzie na tyle najedzona by nie zemdleć w szkole. Kanapki przygotowywane jej przez mamę oddawała koleżance - śmieszne, bo to przez nią właśnie zrozumiała, że chudym łatwiej.
Trwało to około miesiąca. Nikt nie zauważył. Rodzice zabiegani do pracy, a czas zimowy. Uwielbiała wielkie swetry, taka moda no i ukrywały "fałdy tłuszczu", których już nie miała. Nawet niedzielny obiad potrafiła nie zjeść. Jadała razem z młodszym bratem i to jemu wciskała wszystko.
Gdy doszło do tej upragnionej imprezy, wszystko udało się tak jak chciała. Sama była świadkiem gdy oboje, choć nie w tym samym czasie, chłopcy opuszczali przed wcześnie imprezę. Bo wyglądała naprawdę świetnie. Królowała, każdy do niej podchodził, chciała rozmawiać, tańczyć. A ona, była złośliwa i za pewna siebie. Jednak jeszcze tej nocy, na tej imprezie, dotarło do niej, że osiągnęła swój cel. Poszła do kuchni i chwyciła kawałek zimnej pizzy. Zadowolona z siebie zaczęła jeść.
I powinno to być koniec opowieści. Niestety parę dni później zachorowała. Wymioty ciągle ją męczyły. Gdy wróciła do zdrowia zauważyła, że jest chudsza. To był pomysł. Trwało to już prawie do matury. Nauczyła się zmuszać do wymiotów. I znów nikt niczego nie zauważył. Jak?
Jej koleżanki kolejny zaczynały trafiać do szpitala - przyczyną było zbyt drastyczne oodchudzanie. Ona nie, ona nadal uważała, że wszystko jest w porządku.
Kolejne zatrucie, spędziła na torsjach całą noc. Lekarz przypisał glukozaminę - okropne paskudztwo. Nie znosiła go, ale piła i powoli zaczynało do nie docierać, że robi źle. Zatrzymała sobie jedną saszetkę i nosiła ją w portfelu na przestrogę. Wróciła do normalnego jedzenia.
Powtórzyło się to na studiach, gdy poznała Jego. Nie dawała jednak rady, po miesiącu wyznała, że ma bulimię. Namówił ją do wizyty u psychologa. Poszła. Pani psycholog była dopiero po studiach - nie nadawała się. Po zamknięciu drzwi po pierwszej wizycie dostała ataku śmiechu i postanowiła więcej do niej nie iść.
I to znów powinien być koniec problemów, niestety. Powtarza się on okresowo, z reguły gdy traci w siebie wiarę. Teraz nie mówi już o tym nikomu, sama chce przez to przechodzić. Wie, że im jest szczuplejsza tym pewniejsza siebie i szczęśliwsza. Lecz stara się z tym walczyć. Boi się konsekwencjii, boi się, że On jej zaufał i nie wybaczy tego, że ona go okłamuje.
Ważne jednak, że już samej siebie nie oszukuje, że to normalne.

To przykład do czego umie doprowadzić "ludzkie gadanie".

sobota, 22 sierpnia 2009

była kłótnia, a raczej cisza...

Jak można się nie odzywać przez ponad 12 godzin, będąc obok?
Nie wiem jak można tak kogoś ranić, lekceważyć... - szkoda słów

Najgorsze jest to, że nie rozumiem jak można coś takiego wybaczyć. Bo wybaczyłam i mam nadzieję, że nie będę tego żałować.
To nie była nawet kłótnia, tylko moje lenistwo. Nie chciało mi się rano zrywać skoro na poklejenie paru dziur w ścianach miałam 8 godzin - zdążyłam nawet zbić tynk z kawałka ściany.
No właśnie - zdążyłam, dlatego poco cała afera. Bo nie wstałam wcześnie rano i tego nie zrobiłam? Ja rozumiem, że on pracuje, jest zmęczony, ma większość prac remontowych na głowie.
Tylko, że ja też bym chciała już biegać do tej pracy, a przede wszystkim ją mieć...

Dziś rano sama nie wiedziałam czy się od niego pakować zostawiając pierścionek.
Nie umiałam odejść, mogłam tylko się do niego przytulić. To pomogło nam przejść przez kolejną burzę.
To co widzę w jego oczach sprawia, że czuję ciepło w sobie - chcę by tak było zawsze.

p.s. oglądałam dziś zdjęcia, już bez łez, ale z tęsknotą za pięknymi dniami na Węgrzech - 11 miesięcy, kawał życia




środa, 19 sierpnia 2009

ucieczka

Uciekam dziś od rodziców do Lubego. Sprawdzę jak tam remont nam idzie i pewnie sama będę znów musiała tynkować, gipsować itp. W sumie lepiej byśmy to razem robili niż tylko Luby. Za tydzień mają być okna, w tym tygodniu gaz, więc można wezwać ekipę do robienia wody.
Czyli tak jakoś we wrześniu powinien być koniec - oby.

Mam tylko nadzieję, że pposprzątał pokój, bo już sama nie wiem jakich argumentów mam używać....


wtorek, 18 sierpnia 2009

nowa ja

na nowo uczę się żyć w Polsce, oznacza to tylko jedno - deprecha papapa!!!
No dobra, tak szczerze, to mam jakieś zawiechy i czasem łzy w oczach, ale jest ich coraz mniej. Jak widzę jakieś ładne dziecko to mnie ściska. Wierzę, że z każdym dniem będzie lepiej. No bo przecie już ponad dwa miesiące minęły, czas przeboleć rozstanie z moją przedszkolną gromadką, z moim miastem i przyjaciółmi w innym kraju.

Co do szukania nowej pracy, to nie mam nic na horyzoncie, trudno. Nadziei nie tracę, że w końcu coś się pojawi.

A i przebrałam ubrania w szafie. Styl mi się zmienił, dlatego albo dorosłam albo chcę podkreślić, że ładna ze mnie kobieta. Zależy mi by Luby to zauważył. Bo nie jestem pewna co on w ogóle we mnie widzi. Ostatnio chciałam podkreślić moje zgrabne nogi, najkrótszą spódnicę ubrałam, taką co niebezpiecznie w niej siadać, bo za wysoko do góry idzie, a on nic - Ślepy!!!!
Nie zawsze jednak tak reaguje, dlatego śmiem twierdzić, że chyba ślepo mnie kocha :))))))
A do naszego ślubu zostało już niecałe 8 miesięcy - straszne!

środa, 12 sierpnia 2009

miałam pracę...

miałam sobie pracę. W piątek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnym wydawnictwie. Po dwugodzinnej rozmowie dostałam odpowiedź, że jestem przyjęta. Ucieszyłam się, tylko po niecałych 20 minutach zaczęłam mieć wątpliwości, gdy na spokojnie zaczęłam analizować treść rozmowy.
Niczym jednak niezrażona w poniedziałek zjawiłam się w pracy. Obowiązki moje nie należały do ciężkich. Szukanie nowych klientów, podpisywanie z nimi umów, przedłużanie współpracy ze starymi klientami. Pieniądze nawet takie dobre, bo za czas próbny, czyli od 10 sierpnia do końca miesiąca miałam dostać 1200 zł, a potem oczywiście więcej.
Niestety, po pierwszym dniu miałam wątpliwości czy tam wracać. Praca polegała tylko na dzwonienie i proszeniu firm by umieścili reklamę. Powoli zaczęłam pojmować, że od jakiegoś czasu czasopismo to nawet robi przekręty niezgodne z prawem. Czara przelała się wczoraj po rozmowie z jedną z współpracownic. Facet jest jakiś zakompleksiony, nie pozwala pracownikom na podnoszenie swych kwalifikacji. Uważa, że studia nie są do niczego potrzebne, że tytuł mgr inż. dziś może mieć każdy.
Ja pamiętam ile poświęciłam sił i wysiłku by skończyć swoją uczelnię, no jest jeszcze drugi, gdzie muszę się jeszcze obronić. Dlatego nie pozwolę nikomu na wygłaszanie takich mów. Do tego miesięczna stawka u tego i pana wynosi najmniejszą stawkę krajową!!!

Koleżanka pod powiedziała mi by nie dzwonić do faceta, tylko napisać np. smsa. W przypadku rozmowy facet potrafi człowieka zwymyślać. To wysłałam wczoraj spokojnie wiadomość, że rezygnuję. Na szczęście nie oddzwania, choć postanowiłam nie odbierać telefonu. Głupia jestem bo popracowałam dwa dni za darmo. To nie jest jednak koniec. Mamy pewne plany, razem z pracownicami. Niech się człowiek nauczy, że ie wolno nikogo traktować jak "śmieci".

Ja postanowiłam sprawę przemyśleć. Spokojnie teraz poszukam sobie pracy. Bez chorych ambicji, że musi to być jak najszybciej. Wiem, że jest kryzys jednak znam swoje możliwości i uważam, że znajdę coś o wiele lepszego.

dopisuje:
Zapomniałam wspomnieć, o najistotniejszych argumentach mego odejścia z pracy:
we wtorek, "szef" przekazał mi, że jednak będę pracować za najniższą stawkę krajową, a na umowę mogę liczyć od 1 października.

piątek, 7 sierpnia 2009

Potworowa Mamo - Hip hip hura!!!

Dziś swoje święto obchodzi Mama Potworowa. Pomimo, że wygląda jak anioł to jednak tylko pozory, bo w końcu to ona jest prezesową wiedźm :)
tak, że 1000 lat, jeszcze więcej uśmiechu, gwiazdek z nieba, instruktora fintess, łóżka wodnego, sportowej miotły
wszystkiego co tylko chcesz!!!!!




wtorek, 4 sierpnia 2009

od pytań do sęku :)

- A kochasz mnie? - takie sobie pytanie zadane podczas rozmowy telefonicznej. Tylko, że niestety nieobojętne, bo odpowiedzią powinno być żarliwe wyznanie miłości.
- Ok - tak brzmiała jego odpowiedź.

I gdzie w tym wszystkim sęk? Ten, który jest w drewnie i robi się go w tartaku - przynajmniej tak Luby kiedyś powiedział.
hmmm sensu to ja tu żadnego nie widzę :))))