poniedziałek, 27 lipca 2009

moje wesele?

żyuje sobie, mam czasem wrażenie, że czas stanął w miejscu.
Bo co do licha robię u rodziców? dlaczego muszę być na ich utrzymaniu?
Niech ten remont się skończy, niech ja w końcu zamieszkam w jednym miejscu, a nie teraz moje ubranie są w różnych częściach mojego województwa.
i jeszcze coś - niech mnie w końcu ktoś zatrudni :)

hmm co do ślubu, to fajnie. data jest, ale nic poza tym. No nie, są jeszcze plany:

plan a:
w sali zrobić przyjęcie i wszystko samemu przygotowywać.
- a co to za problem, kucharki się wynjmie oboje rodzice pomogą, szybko się zrobi - to słowa rodziców Lubego.

plan b- w zajeździe, gdzie mamy zapłacić od osoby, o nic się nie martwić, bo oni mogą kapelę i kamerzystę ze zniżką załatwić.
- i tak najlepiej według moich rodziców.

plan c - tylko kościół, a potem podróż za pieniądze, które byśmy wydali na przyjęcie, zwane weselem.
- tak wedłu wujka Lubego

a ja? a ja mam wszystko w nosie. Do daty 9 miesięcy, a nic nie jest przygotowane. Powodzenia dla rodziców i Lubego :)
bo ja? ja postanowiłam się nie przejmować i zrobić to co mi serce podpowiada :) mianowicie, chcę iść do ślubu w krótkiej sukience, która na dodatek nie jest ślubna :)
jak się rodzice nie dogadają - niech myślą, że mają prawo się wtrącać, to zrobimy tak jak radzi wujek i pojedziemy na Węgry :)))

czwartek, 23 lipca 2009

Wilma przepraszam :)

przepraszam pewną panią zza oceanu za plagiat. Tylko, że sama jest sobie winna bo gdyby nie była tak świetną babką to bym jej nie czytała przecież. :)
tak więc zamieszczam tu link do piosenki, która jak nigdy sprawia, że uśmiech na buzi musi się pokazać.
Jest to jednocześnie hymn, co prawda nieoficjalny, mojej ukochanej Uczelni, Politechniki Szczecińskiej, której losy są niestety smutne.
Odganiam więc smutne myśli ode mnie, by na chwilę znów poczuć się jak dziecko i pląsam sobie po pokoju. Dobrze, że nikogo nie ma i tak myślą, że zwariowałam :)

a tu wrota do tej pięknej pieśni klik

środa, 22 lipca 2009

wspólnie ratujmy nasze środowisko - akcja Baobab 350


dziś postanowiłam wesprzeć Limę w jej rowerowej wędrówce po kraju.
Lima od początków wiosny jest na EVSie w Budapeszciei bardzo się z tego cieszę :)
Obecnie bierze udział w akcji Baobab 350.org w Polsce. Nie będę Wam opisywać akcji, zapraszam do linków:



sobota, 18 lipca 2009

wstaje nowy dzień


Dziś pomimi wszystko łzy w oczach miałam, bo nagle się zamyśliłam i moje ukochane dzieci "miałam przed oczyma". Wierzę, że mnie zapomniały i że nie tęsknią. Ja potrzebuje czasu by się uwolnić od uczuć, które wciąż we mnie tkwią.

Tata dziś się starał być w dobrym humorze. Śmiał się ze mnie, że tak bardzo do pracy iść. "Dziecko jeszcze się napracujesz" - tak mi powiedział. Upokajał mnie, że na razie pieniądze ma i mi pomoże, obiecał zrobić łazienkę i dać na okna. Tak więc remont niedługo będzie skończony, a ja wreszcie będę miała z Lubym swój kont :)

Dziewczyny, czy też BABY :))) czy Wy wiecie jak ja Was mocno uwielbiam :)

a to na poprawę humoru, sobie i innym

i jeszcze zdjęcie z mojej na zawsze miejscowości, za którą teśknię. Ja tam jeszcze pojadę :)






czwartek, 16 lipca 2009

a ja sobie płaczę

zodiakalnym bliźniakiem jestem to mam prawo. Mam prawo by z humoru w drugi przechodzić błyskawicznie.
A dlaczego płaczę? Bo czuję się bezsilna, bo się denerwuję i w inny sposób nie umiem już. Brzuch mnie boli, w okolicach mostka strasznie kłuje. I poco to? Po jakie ... ja się w ogóle denerwuję?

Dlaczego? Życie tylko jedno, przez te wszystkie stresy tylko je sobie skracamy. Tylko kto u mie żyć bez stresów?

p.s. Wszystko w porządku, tylko pracy ciągle nie mam :( głupia jestem i przesadzam.

poniedziałek, 13 lipca 2009

iskierki

smutasem nie umiem być - prawda.
we wszystkim dobre strony znaleźć muszę.

włosy krótkie, na mój ślub nie odrosną - dlaczego fryzjer mi to zrobił? ale i to przeżyję. dam sobie radę ze wszystkim, nie poddam się. ja nie z tych, ja i motykę znajdę i z nią na księżyc pójdę.
pójdę wszędzie i wygram. bo ja z tych co dostają tego czego pragną, bo ja z tych co marzą i wierzą, że to co najszczęśliwsze ciągle przede mną.

znajdę tą pracę, w końcu przecież i mnie muszę przyjąć. remont się skończy, a ja z walizką wyruszę na zwiedzanie Bawarii i Kotliny Kłodzkiej - czyli wiadomo jakim babom na głowę się zwalę :)
a teraz buziak


p.s. ślub planowany jest na tydzień po Wielkanocy.
p.s. 2. przez Ingrid tęsknię za górami :( już ich nie mam na wyciągnięcie ręki

sobota, 11 lipca 2009

u mnie smutno

na żadnej imprezie nie byłam. sił nie miałam. coś mnie w brzuchu złapało i sobie kłuje, no-spa nie działa.
i kto się najbardziej tym przejął? mama Lubego. mój tata twierdzi, że symuluje, a mama... ehhh

czasem czuję się tu przez nich bardziej samotna niż za granicą bez nich.
jak ból nie przejdzie dostanę zastrzyk, albo lekarz. cóż, sama mam nadzieję, że to nerwy. bo to dla mnie najprawdopodobne.
dziś jestem u Lubego, jutro jadę do rodziców. jak mam to wyrazić, że nie mam najmniejszych chęci? znów się nasłucham jaka to ja jestem "puszczalska" bo z Lubym chce mieszkać i u niego przesiaduje. bo on sobie o mnie przypomniał gdy nauczyłam się sama sobie radzić, za późno, czas dla taty minął, niech da mi święty spokój. dlaczego nie umieją niektórzy zrozumieć jak bardzo niszczą innych...
już nawet płakać sił nie mam.

piątek, 10 lipca 2009

czasem

czasem i ja mam uśmiech na buzi. Czasem i mi zdarzają się chwle, które rozpogadzają mą twarz. Nie jest ich dużo, ale jednak są.

Mama mnie bardzo wspiera, choć nie rozumie, ale się stara. Luby też powoli dorasta, a moi znajomi, którzy początkowo dali mi spokój, karzą się w końcu ruszyć. Może właśnie jakaś impreza, jakieś wyjście, może to przypomni mi, że i tu da się spokojnie żyć.

a tu sobie dziś śpiewam klik

środa, 8 lipca 2009

no bo :)

no bo... no bo miała być pięknie, no bo miało być łatwiej, no bo... no właśnie, no bo ja sama nie wiem czego chce. a dokładniej to nie wiedziałam, ale już wiem :)

Byliśmy obejrzeć salę i u księdza, tak zapytać co trzeba itp :) planujemy na marzec, Luby po poście, ja przed - kwestia do dogadania.

Pracy nadal szukam, kolejne dokumenty zanoszę i sobie czekam. Remont się robi, baardzo powoli, ale do przodu, niedługo z Lubym będziemy mieli cudne gniazdko.

p.s. tak sobie dziś siedzą i muzyki słucham. Tuż przed odjazdem dostałam płytę od znajomych z największymi przebojami. Staram się nie płakać.
Zdjęć, zwłaszcza tych z dziećmi nie oglądam, wystarczy że widzę je za każdym razem gdy zasnę.
Wiem, że to koniec, ale tak dziecinnie czasem pytam siebie samą dlaczego nie można mieć wszystkiego co dla nas drogie?
"gdyby tak, wróżą być, gdyby czary wszystkie znać. Można byłoby ludziom dać, to czego im brak...."




środa, 1 lipca 2009

a ja nadal pracy szukam

z Lubym wszystko dobrze, dostałam kwiaty, przeprosił.

a ze mną? cóż, mam napisać, że wszystko pięknie i cudnie? nie mogę, bo kiepska ze mnie aktorka. nie wiem czy żałuję, czy tu jestem, czy nie.
ciężko mi nadal, a fakt, że nie mam pracy mnie tylko dobija. czuję się bezużyteczna i nie potrzebna.
czasem mam chwile, że myślę, że dam radę, że wszystko jest w porządku, no bo w sumie dwa tygodnie tej pracy szukam dopiero. tylko te chwile szybko mijają i znów pojawia się ta czarna chmura myśli. Luby mi nie wygarnia, sam mówi bym się uspokoiła.

najbardziej, że sama już nie wiem czy składać kolejne CV, skoro i tak są lepsi ode mnie i pewnie z jakimiś znajmościami. ehhhhh... marudze i marudze. rozbijam się na kawałki. gdzie ta moja pewność siebie i wiara?