środa, 12 sierpnia 2009

miałam pracę...

miałam sobie pracę. W piątek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnym wydawnictwie. Po dwugodzinnej rozmowie dostałam odpowiedź, że jestem przyjęta. Ucieszyłam się, tylko po niecałych 20 minutach zaczęłam mieć wątpliwości, gdy na spokojnie zaczęłam analizować treść rozmowy.
Niczym jednak niezrażona w poniedziałek zjawiłam się w pracy. Obowiązki moje nie należały do ciężkich. Szukanie nowych klientów, podpisywanie z nimi umów, przedłużanie współpracy ze starymi klientami. Pieniądze nawet takie dobre, bo za czas próbny, czyli od 10 sierpnia do końca miesiąca miałam dostać 1200 zł, a potem oczywiście więcej.
Niestety, po pierwszym dniu miałam wątpliwości czy tam wracać. Praca polegała tylko na dzwonienie i proszeniu firm by umieścili reklamę. Powoli zaczęłam pojmować, że od jakiegoś czasu czasopismo to nawet robi przekręty niezgodne z prawem. Czara przelała się wczoraj po rozmowie z jedną z współpracownic. Facet jest jakiś zakompleksiony, nie pozwala pracownikom na podnoszenie swych kwalifikacji. Uważa, że studia nie są do niczego potrzebne, że tytuł mgr inż. dziś może mieć każdy.
Ja pamiętam ile poświęciłam sił i wysiłku by skończyć swoją uczelnię, no jest jeszcze drugi, gdzie muszę się jeszcze obronić. Dlatego nie pozwolę nikomu na wygłaszanie takich mów. Do tego miesięczna stawka u tego i pana wynosi najmniejszą stawkę krajową!!!

Koleżanka pod powiedziała mi by nie dzwonić do faceta, tylko napisać np. smsa. W przypadku rozmowy facet potrafi człowieka zwymyślać. To wysłałam wczoraj spokojnie wiadomość, że rezygnuję. Na szczęście nie oddzwania, choć postanowiłam nie odbierać telefonu. Głupia jestem bo popracowałam dwa dni za darmo. To nie jest jednak koniec. Mamy pewne plany, razem z pracownicami. Niech się człowiek nauczy, że ie wolno nikogo traktować jak "śmieci".

Ja postanowiłam sprawę przemyśleć. Spokojnie teraz poszukam sobie pracy. Bez chorych ambicji, że musi to być jak najszybciej. Wiem, że jest kryzys jednak znam swoje możliwości i uważam, że znajdę coś o wiele lepszego.

dopisuje:
Zapomniałam wspomnieć, o najistotniejszych argumentach mego odejścia z pracy:
we wtorek, "szef" przekazał mi, że jednak będę pracować za najniższą stawkę krajową, a na umowę mogę liczyć od 1 października.

8 komentarzy:

  1. Ojej, to faktycznie nie miłe doświadczenie. I ja nie byłam wolna od tego typu wydarzeń. Aż serce ściska, że człowiek tyle dał z siebie - wedukował się, a tu nie ma z tego żadnej korzyści - pracy itd!
    Persefora

    OdpowiedzUsuń
  2. I tego Ci Claro zazdroszczę, że możesz sobie powybrzydzać, poprzebierać...ja już nie mogę :( bo kasa na gwałt potrzebna, bo przedszkole jakoś opłacić trzeba, a z jednej pensji to ciężko by było. Powodzenia zatem w szukaniu tej wymarzonej i zadowalającej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe szczęście, że tam nie zostałaś. Dobra decyzja. Powodzenia w dalszych poszukiwaniach :*

    OdpowiedzUsuń
  4. I dobrze zrobiłaś - nie można ludzi tak traktować. Facet powinien dostać ostrego kopniaka to może zmieni swe nastawienie :D
    Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki za znalezienie pracy - bo pamiętaj Kochana co nagle to po diable więc może warto poszukać dłużej i trafić na prawdę na coś dobrego

    OdpowiedzUsuń
  5. :) dobrze zrobilas ja kiedys tez tak pracowalam:) za grosze, a pozniej za darmo:) ale nauczlyam sie o jedno doswiadczenie wiecej i nigdy wiecej juz nie bede tak pracowac:) tego sie nauczylam:) pozdrawiam Wilma

    OdpowiedzUsuń
  6. asertywna jesteś, trochę aż zazdroszczę;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt jest kryzys. Ale też myślę, że nie ma jeszcze tego kryzysu aż tak dużego, żeby innej pracy nie móc znaleźć. Tak więc też uważam, że dobrze zrobiłaś :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nadal mocno zaciskam kciuki:*

    OdpowiedzUsuń