Myślałam, że jak wrzucę się w wir prac to dojdę jakoś do siebie. Odkąd wróciłam moim ulubionym zajęciem jest albo ucieczka w książki albo patrzenie przed siebie...
Prac sobie nagromadziłam; studia, praca, powrót do stowarzyszenia i zaangażowanie się, oczywiście dodać należy remont.
Nie pomogło. Gorzej się niestety czuję. Czuję się nic nie warta, niepotrzebna.
Dziś zaskoczyła mnie koleżanka, w marcu wzięła ślub, obecnie się rozwodzi. Nie wiem jak na to patrzeć, nie wiem jak ją podnieść na duchu. Bo jak wytłumaczyć, że miłość potrafi nagle umrzeć?
optymistka ze mnie dziś całkiem, całkiem :(
środa, 11 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To ja przytule... tak mocno...
OdpowiedzUsuńdziękuję
OdpowiedzUsuńKochana wszystko bedzie dobrze, polecam notke Limonki!!! ona Cie podniesie na duchu! a ja przytulam i pozdrawiam Wilma
OdpowiedzUsuń